Testy

JP Australia WingAir 5’0”

Pompowane deski wingfoil zdobywają coraz większą popularność. Dzięki płytom usztywniającym na dnie oraz wysokiemu ciśnieniu powietrza wewnątrz kadłuba mają oferować osiągi zbliżone do sztywnych desek. A co najważniejsze, po zwinięciu mieszczą się w bagażniku osobowego auta. Brzmi jak doskonała recepta na rodzinny wyjazd ze sprzętem, bez potrzeby montowania bagażnika dachowego, lub bezstresowe podróże samolotem z własną deską. Pozostaje tylko jedno pytanie – czy faktycznie pływają tak dobrze, jak twierdzą producenci? Mogliśmy się o tym przekonać, dzięki uprzejmości sklepu Easy-surfshop.pl, który wyposażył nas w najnowszy model pompowanej deski JP Australia WingAir 5’0” z foilem NP Glide Surf HP 1490.  

WingAir 5’0” jest najmniejszym modelem w kolekcji pompowanych desek wingfoil firmy JP. Oprócz niego mamy do wyboru jeszcze dwa rozmiary: 5’4” oraz 6’0”. Wszystkie wykonane są w trójwarstwowej, zgrzewanej konstrukcji drop stitch, gwarantującej najwyższą sztywność i wytrzymałość na wysokie ciśnienie. 

Parametry JP Australia WingAir 5’0”:

  • Długość: 5’0”/152 cm
  • Szerokość: 26”/67 cm
  • Grubość: 5”/13 cm
  • Pojemność: 100 l
  • Waga: 7.2 kg
  • Cena: 4579 zł

Z deską w komplecie otrzymujemy bardzo obszerny plecak, pompkę, trzy strzemiona oraz zestaw naprawczy. Przed wyruszeniem nad wodę koniecznie należy zwrócić uwagę na płytsze szyny w płycie do mocowania foila. Ich głębokość wynosi tylko 13 mm (plus grubość palety), dlatego nie użyjemy śrub przeznaczonych do standardowych szyn. 

Przygotowanie deski do pływania jest bardzo proste. Strzemiona mocujemy przewlekając paski przez metalowe uchwyty, które, jeśli wolimy pływać bez strapów, bezpiecznie leżą na pokładzie, nie stanowiąc przeszkody dla bosych stóp. Do wyboru mamy tylko jedną pozycję mocowania, więc jeśli Wam ona nie podpasuje, pozostaje jedynie zdjęcie strzemion. Napompowanie tak małej deski zajmuje niewiele czasu, ale jest tu pewien haczyk. Producent rekomenduje dla WingAir ciśnienie wynoszące 15 psi. O ile w przypadku pompowanych desek SUP taka wartość najczęściej w zupełności wystarcza, to w przypadku deski wingfoil jest już zdecydowanie za niska. Nikomu nie polecamy zejścia na wodę z deską z foilem napompowaną do 15 psi. To recepta na frustrację – kadłub jest wtedy zdecydowanie za miękki, by efektywnie pracować z kilkukilogramowym „wahadłem”, zawieszonym ponad pół metra pod wodą. Dopiero napompowanie deski do 20 psi diametralnie zmienia sytuację.

Na dnie deski znajdziemy płytę usztywniającą G10 z wyciętymi szynami do zamontowania foila oraz niewielkim uchwytem do przenoszenia deski. Krawędzie rufy uzupełniono ostrzejszym rantem z PVC, dzięki któremu deska sprawniej przyspiesza i nie hamuje podczas niechcianego „międzylądowania” na wodzie. Z takiej sytuacji dodatkowo ratuje nas lekko podniesiony rocker dziobu. Ogólnie WingAir sprawia świetne wrażenie. Deska wykonana jest niezwykle starannie i cieszy oko atrakcyjnym designem. Pochwały należą się również za bardzo dobrej jakości plecak. Trzeba jednak zaznaczyć, że jest on dość spory i nie zmieści się swobodnie w bagażniku każdego małego samochodu bez położenia tylnych siedzeń. Właściciele samochodów z bagażnikiem o długości około 100 cm nie będą mieli z tym problemu. Gabaryty plecaka wymusza płyta usztywniająca w desce, zajmująca prawie połowę długości kadłuba. Dlatego naszego wingborada nie zrolujemy jak typowego pompowanego supa. Możemy go tylko złożyć na pół. W zamian w plecaku pozostaje jeszcze sporo miejsca na skrzydło, piankę i może nawet foila, jeśli mamy do niego odpowiedni pokrowiec. 

Do testu otrzymaliśmy rekomendowanego przez producenta foila NP z serii Glide Surf HP o powierzchni przedniego skrzydła 1490 cm. Maszt i kadłub foila wykonano z aluminium, natomiast skrzydła z kompozytu węglowego. Całość sprawia niezwykle solidne wrażenie. Szczególnie duże śruby o średnicy 8 mm utwierdzają nas w przekonaniu, że nasz „samolot” przetrwa wiele szczęśliwych godzin lotów. Wszystkie elementy skręcimy przy użyciu jednego wkrętaka z końcówką torx. Komplet foila uzupełnia firmowy pokrowiec. Jest on praktyczny, ale sam w sobie może nie stanowić dostateczniej ochrony np. podczas podróży samolotem. 

Wrażenia na wodzie

WingAir 5’0” po napompowaniu do 20 psi przypomina kadłub sztywnej deski, dlatego pierwsze wejście na jego pokład nie jest jakimś egzotycznym doznaniem. Dla kogoś, kto pierwsze kroki z deską do winga ma już za sobą, złapanie na nim równowagi w pozycji startowej nie powinno stanowić większego problemu. Jednak osobom, dopiero zaczynającym zabawę ze skrzydłem, sugerowalibyśmy na początku sięgnięcie po większy rozmiar WingAira. Pod względem stabilności deska wydaje się trochę mniejsza, niż sugerowałaby to jej 100 litrów pojemności. 

Już od pierwszych minut na wodzie można było odczuć, jak ważne jest ustawienie trymu foila i pozycji stóp. Zaczęliśmy od pozycji środkowej w szynie oraz ze stopami tak jak sugerują strzemiona. Jednak z takim ustawieniem deska miała lekką tendencję do nurkowania dziobem, co utrudniało utrzymanie balansu i uzyskanie dobrej prędkości startowej. Po przesunięciu foila kilka centymetrów do tyłu i lekkim przesunięciu tylnej stopy bliżej rufy, wszystko już było na swoim miejscu. Można było startować!

Dzięki dobrej sztywności kadłuba i ostremu rantowi na rufie WingAir rozpędza się podobnie do sztywnej deski o zbliżonej długości. Jeśli są tutaj jakieś różnice, to naprawdę trudne do wychwycenia. Foil NP Glide Surf HP 1490 szybko generuje moc potrzebną do wyjścia z wody, jednak woli spokojne i równe rozpędzanie, bez przesadnie gwałtownego bujania nogami. Przednie skrzydło foila, mimo średniej powierzchni, potrafi wytworzyć dużą siłę unoszącą, którą należy szybko zrównoważyć naciskiem przedniej stopy. Wtedy deska wystartuje niczym rejsowy samolot, gładko przechodząc do w pełni kontrolowanego lotu. Foil dobrze reaguje na zmianę pozycji w szynie, dlatego jeśli start odbywa się zbyt gwałtownie i deska ma tendencję do stawania dęba, wystarczy przesunąć go parę centymetrów do tyłu, a cały proces stanie się łagodniejszy. Dodatkowo możemy obniżyć moc startu zakładając pod śrubę stabilizatora dołączoną do kompletu podkładkę. Skoryguje ona kąt ustawienia tylnego skrzydła i tym samym zmniejszy moc unoszenia. 

W locie deska i foil prowadzą się bardzo stabilnie. Czasami można wręcz zapomnieć, że stoimy na pompowanym kadłubie. NP Glide Surf HP oferuje dobrą prędkość oraz przyjemny, wszechstronny charakter. Nie jest to hydrofoil do racingu, czy radykalnych trików w powietrzu, za to wspaniale sprawdza się we freeridzie i zabawie w manewry. Lot na nim jest lekki, z dobrą kontrolą i przyjemnie manewrowym potencjałem. Wingsurferom o umiarkowanej wadze Glide Surf 1490 może z powodzeniem służyć jako uniwersalny foli na większość typowych warunków. 

Tak naprawdę dopiero podczas zwrotów zaczynamy wyraźniej odczuwać pompowany charakter deski. Daje się wtedy we znaki pewna elastyczność kadłuba, wprowadzająca delikatną bezwładność w trakcie zmiany pozycji ciała lub przekładania stóp na pokładzie, co trochę zmniejsza poczucie równowagi. Z tego powodu dla mniej opływanych osób płynne wykończenie manewrów może stanowić nieco większą trudność. Nie jest to jednak problem, którego nie rozwiąże kilka godzin spędzonych na wodzie. Pozytywnie zaskoczyło nas, jak WingAir radzi sobie z niechcianymi międzylądowaniami. Gdy deska nieoczekiwanie obniżyła lot i klepnęła o wodę, najczęściej nie skutkowało to jakimś gwałtownym hamowaniem. Najczęściej, podobnie do desek sztywnych, odbijała się od tafli wody i po prostu leciała dalej. Dobrze wyprofilowany rocker dziobu oraz ostry rant rufy spełniają swoje zadanie. 

Podsumowanie

JP Australia WingAir 5’0” okazał się deską, którą śmiało można nazwać pełnoprawnym wingboardem. Nie jest to sprzęt, który coś udaje, albo oferuje jedynie namiastkę osiągów. Starty i loty na foilu były się zaskakująco podobne do doświadczenia z lotów na sztywnej desce. Jedynie podczas  manewrów można było poczuć trochę mniejszą solidność pompowanej konstrukcji. Doświadczeni wingsurferzy raczej nie porzucą swoich sztywnych desek, które wciąż oferują bardziej bezpośrednie odczucie i większą kontrolę, ale w roli drugiej deski na podróże, tego typu „pompowaniec” spisuje się wprost rewelacyjnie. Jako windsurferzy i fani pływania w strzemionach mamy nadzieję, że JP w przyszłości zaoferuje trochę więcej pozycji do montażu strapów, co w znacznym stopniu poszerzyłoby możliwości trymu deski. Osoby, dla których strzemiona na pokładzie są tylko zbędnym dodatkiem, znajdą w WingAir wszystko, czego potrzeba. 

Sprzęt do testu udostępnił sklep Easy-surfshop.pl

Napisz komentarz

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

To Top