
Nowozelandzki Armstrong zdążył już wyrobić sobie mocną pozycję w świecie foilingu. Marka oferuje kompletny sprzęt do wingfoila – od desek i hydroskrzydeł, przez maszty, aż po wingi. Na Windsurfing.pl mieliśmy już okazję sprawdzić kilka konstrukcji Armstronga, między innymi foile HA880 i MA890 Mk II. Tym razem zamiast sprzętu pod deską zajęliśmy się tym, co trzymamy w rękach.
Do testu trafił Armstrong X-Wing Performance w rozmiarze 5,5 m². W ofercie producenta jest to bardziej sportowy brat A-Winga XPS Mk II, który ma odpowiadać potrzebom szerszej grupy wingfoilerów. X-Wing powstał z myślą o tych, którzy lubią szybsze pływanie i szukają skrzydła o nieco bardziej wyczynowym charakterze. Ma większe wydłużenie, bardziej zaawansowane materiały i kilka ciekawych rozwiązań konstrukcyjnych. Sprawdziliśmy, jak ten zestaw sprawuje się na wodzie.
Niepozorny wygląd, nietypowe materiały
Patrząc na X-Winga po raz pierwszy, trudno doszukać się w nim czegoś szczególnie niezwykłego. Ot, kolejny nowoczesny wing o dość klasycznym kształcie. Dopiero gdy przyjrzymy mu się bliżej, uwagę zaczyna przyciągać materiał, z którego wykonano pompowany szkielet.

Armstrong zastosował tutaj ULTRA-PE X-PLY, czyli zaawansowany laminat pozwalający uzyskać dużą sztywność przy niewielkiej masie. W połączeniu z cieńszą tubą krawędzi natarcia oraz profilem o większym wydłużeniu ma to zapewniać wysoką efektywność i ograniczać odkształcenia skrzydła podczas pływania.
W poszyciu wykorzystano technologię XPS z odpowiednio ułożonymi panelami, które pomagają utrzymać napięcie materiału. Na krawędzi spływu znalazły się również wyjmowane karbonowe listwy usztywniające.
Całość sprawia bardzo dobre wrażenie. Wing jest lekki, a jednocześnie solidny i starannie wykończony. Wszystkie elementy wyglądają na dobrze przemyślane, bez przypadkowych rozwiązań czy oszczędności w materiałach. Testowana wersja 5,5 m² waży według producenta zaledwie 2,1 kg, przy rozpiętości 344 cm.
Na wodzie – sztywno, stabilnie i zaskakująco lekko
Prawdziwy charakter Armstronga poznajemy dopiero po wejściu na wodę. Już od pierwszych halsów zwraca uwagę niezwykła zwartość skrzydła. X-Wing zachowuje się niemal jak sztywna konstrukcja. Nie czuć łopotania krawędzi spływu, nie ma też wrażenia, że poszycie pracuje niezależnie od pompowanego szkieletu.
Podczas płynięcia na halsie wing pozostaje bardzo stabilny. Reakcje są bezpośrednie, a prowadzenie precyzyjne. Nie trzeba co chwilę poprawiać ustawienia skrzydła ani walczyć z jego zachowaniem przy zmianach siły wiatru.

Szczególnie dobrze wypada odporność na szkwały. Armstrong bardzo płynnie przyjmuje dodatkowe obciążenie, bez nerwowych szarpnięć czy nagłego wzrostu siły na rękach. Nawet przy mocniejszym przeżaglowaniu zachowuje spokój i pozwala swobodnie kontrolować moc.
Największą niespodzianką jest jednak lekkość prowadzenia. Przy tak sztywnej, zwartej konstrukcji można by się spodziewać bardziej wymagającego winga, który mocno obciąża ręce, zwłaszcza przy silniejszym wietrze. Tymczasem X-Wing jest pod tym względem wyjątkowo przyjemny. Trzyma profil, dobrze znosi szkwały, a jednocześnie prowadzi się z zadziwiającą lekkością.
Rzadko spotyka się tak udane połączenie tych cech. Zwykle sprzęt, który zachwyca w jednym zakresie, wymaga pewnych kompromisów w innym. Armstrongowi udało się je ograniczyć do minimum.
Bardziej poręczny, niż sugeruje powierzchnia
Ciekawie wypada porównanie X-Winga 5,5 m² z używanym na co dzień EZZY Wing drugiej generacji o tej samej powierzchni. Armstrong sprawia wrażenie bardziej zwartego na szerokość i wyraźnie poręczniejszego.
Podczas pływania różnicę czuć przede wszystkim w operowaniu skrzydłem. X-Wing chętnie reaguje na ruchy rąk, łatwo zmienia pozycję i nie sprawia wrażenia dużego, nieporęcznego pędnika. Przy 5,5 m² jest to szczególnie przyjemna cecha.
Zwarta geometria i niewielka masa dobrze współpracują ze sobą podczas manewrów. Wing pozostaje łatwy do kontrolowania, a jego sportowy charakter nie przeszkadza w swobodnym pływaniu.
Ważne jest również to, że przy większym obciążeniu nie znika poczucie lekkości. Armstrong nie zaczyna nagle ciągnąć za ręce ani wyraźnie zmieniać swojego zachowania. Można płynąć szybko, mocno obciążyć skrzydło i nadal mieć wrażenie, że wszystko pozostaje pod kontrolą.
Sportowy wing, ale nie tylko do szybkiego pływania
X-Wing Performance jest przedstawiany przez producenta jako model dla osób szukających większej prędkości i efektywności. Po teście trudno się z takim przeznaczeniem nie zgodzić, ale ograniczanie jego możliwości wyłącznie do sportowego pływania byłoby sporym uproszczeniem.

Armstrong okazał się przede wszystkim bardzo wszechstronny. Jest szybki, zwrotny, stabilny i lekki w prowadzeniu. Dobrze radzi sobie z przeżaglowaniem, a przy tym pozostaje na tyle przewidywalny, że nie wymaga ciągłego skupiania uwagi na pracy skrzydła.
Właśnie ta uniwersalność robi największe wrażenie. Podczas pływania trudno znaleźć cechę, która wyraźnie odstawałaby od pozostałych. Sztywność nie odbywa się kosztem komfortu, a sportowy profil nie oznacza nerwowego prowadzenia.
Armstrong oferuje X-Winga w dziewięciu rozmiarach, od 2,5 do 6,5 m². Dla testowanej wersji 5,5 m² producent podaje zakres wiatrowy 12–22 węzły. Skrzydło korzysta z karbonowego bomu mocowanego systemem Dyna-Link, który jest sprzedawany osobno.
Podsumowanie
Armstrong X-Wing Performance 5.5 okazał się jednym z tych skrzydeł, przy których trudno wskazać wyraźnie słabszą stronę. Najbardziej spodobało nam się połączenie sztywności, stabilności i odporności na przeżaglowanie z niezwykłą lekkością prowadzenia.
Jeśli ktoś szuka zwrotnego winga, którym można wygodnie pływać na co dzień, ale też mocniej przycisnąć i rozwijać duże prędkości, X-Wing zdecydowanie zasługuje na uwagę. W naszym odczuciu jest to znakomita propozycja na uniwersalne skrzydło o sportowym zacięciu.
Po wcześniejszych testach foili Armstronga mieliśmy wobec tej marki spore oczekiwania. X-Wing Performance tylko utwierdził nas w przekonaniu, że Nowozelandczycy potrafią projektować wyjątkowo dopracowany sprzęt.
Sprzęt do testu udostępnił sklep Hydrosfera.pl